poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Wyścig z czasem

"Co tu się stało, gdzie Agnieszka?" - wrzasnęła Ewelina.
"Nie mam pojęcia, weszliśmy tu, poczułem uderzenie czymś twardym w tył głowy i nic nie pamiętam" - powiedział jeden z jegomościów. Wtem zadzwonił telefon. Krzysio postanowił podzielić się wiadomością o rozbitym, nietypowym samochodzie. Był stary, z początku lat 30, ale wyposażenia mogła pozazdrościć mu niejedna nówka. Jedną z rzeczy był nadajnik GPS, który zapamiętał lokalizację i trasę. Jak się okazało, był na miejscu budowy. Jednakże nie było widać wewnątrz śladów po Agnieszce. Ale Krzysio odczytał, gdzie samochód stał przed tą akcją. Było to zwykłe pole. Podał lokalizację i Daniel nie zważając na rozmowy jegomościów z Eweliną pognał w miejsce, gdzie mogła być Agnieszka. Wysiadł i zaczął się rozglądać. Ale na całej powierzchni pola oprócz chwastów nie było niczego. Aż nagle ziemia uciekła spod jego nóg...

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Kolejny ślad

Huk dobiegał spod podłogi, co zdziwiło Daniela, bo czy takie "mieszkanie" ma piwnicę? Ale nie miał czasu na zastanawianie się, gdyż usłyszał kroki. Postanowił się gdzieś schować, ale nie było gdzie. Poza...


Gdy tak stał za drzwiami w kącie, które go całkowicie maskowały, wywnioskował, że przyszło dwóch jegomości.

-"Pani Ewelino, co z tym dalej robimy?" - huknął jeden z jegomości
-"Ustalmy coś - jest tam, gdzie mówiłam? Cała?"
-"Oczywiście, wszystko według umowy. A właśnie... umowa... zobowiązała się pani w niej do czegoś, racja?"
-"Najpierw muszę mieć pewność, że wywiązaliście się ze swojej części tak, jak chciałam. Zawieźcie mnie tam"

Po czym cała trójka wyszła na powierzchnię. Daniel wyszedł za nimi, upewniwszy się, że nikt go nie widzi, wsiadł do swojego escorta i zaczął rozmyślać.

-"Czy to mogła być..? Tak, to był jej głos. Cienki, piskliwy ale na swój sposób miły głosik"

Daniel pomyślał o najlepszej koleżance Agnieszki - Ewelinie. Ona mogła coś wiedzieć.
Postanowił jechać do niej nazajutrz.

Umówił się z nią na przyjacielskie piwo jeszcze tego samego dnia. Pomyślał, że przez ten czas coś mogłoby się stać Agnieszce, więc wolał go nie marnować. Ewelina zawsze miała słabą głowę, toteż już przy trzecim piwie nie kontrolowała tego, co mówi. Daniel zaczął więc ją podpytywać o jegomościów, Agnieszkę, umowę... Ewelina przyznała, że wie gdzie jest Agnieszka. Wie, bo sama zleciła tym dwóm jegomościom dostarczenie jej tam. Daniel kazał jej iść natychmiast do samochodu, samemu zapalając papierosa z nerwów. Musiał być nieźle wkurzony, bo spalił go w półtorej minuty. Wsiadł za kierownicę (dla czepliwych - Daniel pił tylko sok jabłkowy, wiedział że będzie prowadził) i kazał Ewelinie go prowadzić do miejsca, gdzie jest Agnieszka. Ruszył pędem, byleby tylko nie marnować czasu.

-"Zabijesz nas, ta kupa blachy trzyma się tylko na słowo honoru, a Ty jeszcze ją tak żyłujesz!" - wrzeszczała Ewelina
-"Cicho, to moja kupa blachy, wiem co może, a co nie więc się zamknij i prowadź"
-"Człowieku, weźże zwolnij, nie masz tu czynnego konfesjonału, a jednak chciałabym nie iść na dół"

Ale Daniel wcale jej nie słuchał, myślami był już przy Agnieszce. Wręcz widział, jak się cieszy na jego widok. I wtedy stało się coś, czego nie przewidział. W ułamkach sekund widział, jak na desce rozdzielczej zapalają się kontrolki, bo silnik przestał pracować, a obok rękę Eweliny, która wyjmowała kluczyki ze stacyjki. Tylko refleks Daniela i zaburzenia alkoholowe jego pasażerki pozwoliły szybko wepchnąć kluczyk z powrotem i opanować samochód z zablokowaną kierownicą i wyłączonymi hamulcami. Zatrzymał się na poboczu, wydarł się na Ewelinę, że za nic w świecie nie tyka się tego, co kierowcy, jeśli samochód jedzie. A zwłaszcza, gdy licznik pokazuje 140km/h. Spalił kolejnego papierosa w rekordowym tempie i pojechali dalej. Tym razem, pomimo bardzo nieprzepisowej jazdy Ewelina nie odezwała się ani słowem. Była zajęta wystawianiem głowy za okno, gdyż jej żołądek najprawdopodobniej zapomniał, w która stronę ma pracować. Wreszcie dojechali na miejsce. Weszli do świeżo wybudowanego domu, jeszcze w surowym stanie. Poza jednym pomieszczeniem, w którym miała być Agnieszka. Ale zamiast niej, natknęli się na związanych i zakneblowanych jegomościów...

piątek, 9 marca 2012

Abdul Ibn Białko

Mieszkający w Chicago Abdul Ibn Białko, syn emigrantki z Białorusi i Amerykanina z Sieradza obudził się. Zgodnie ze swoim zwyczajem zaczął poszukiwać małych, sprawiających radość rzeczy. Ucieszył się, że sąsiad z góry nie zalał mu mieszkania, ani że zmutowany komar nie odgryzł mu nogi. Thaa, zapowiadał się wspaniały dzień. Zwłaszcza, że akurat dzisiaj przypadała 10 rocznica rozwiązania jego pierwszej zagadki kryminalnej. Dokładnie 10 lat temu rozszyfrował grasującego po osiedlu złodzieja wycieraczek. Wyszedł na podwórko po gazetę, jednakże przed jego drzwiami stał koszyk róż z małą buteleczką z napisem "wypij mnie". Abdul nigdy nie ufał napisom, toteż dał buteleczkę swojemu żółwiowi, aby ją wypił. Po kilku łykach żółw zaczął zmieniać kolor, biegać po ścianach z prędkością światła, a następnie z zapałem perorował na temat legalizacji prostytucji ("prostytucja, no co ja mogę powiedzieć o prostytucji? no jestem za, jestem za"). Potem padł bez ducha. bez swojego, żółwiego ducha. Abdul zdenerwował się i wbiegł do fabryki coca coli. Nie miał żadnych przesłanek, żeby tam wbiegać poza tą, ze mieszkał tuż obok. Zastrzelił jednego producenta coca coli, drugiego, trzeciego, czwartego, piątego, szóstego, zanim zastrzelił siódmego wykrzyczał mu pytanie w twarz - "kto mi zabił żółwia?" -"Nie wiem" - odparł siódmy. "To wiedział tylko szósty". "Hmm" - zamyślił się Abdul. "Trzeba zacząć szukać poszlak. A gdzie są szlaki? W tatrach". Z pomocą przyjaciół logistyków przetransportował się do samych stóp gór. Pomyślał chwilę, czy wjechać kolejką linową. Postanowił dotrzeć na szczyt pieszo, gdyż kolejka jedzie tam 12 minut, a on ten dystans pokonuje w 7. Wbiegł na górę. Uspokoił oddech śnieżka rzuconą w twarz. Nagle - zobaczył tabliczkę z napisem "LAWINA". "Ufać napisowi? Nie ufać? A tam - zaufać. Hmm, lawina... Już wiem, to tutaj jest wina, a jej sprawcami są Włosi. La Wina". Zaczął szukać Włochów, wołając "Pizza" i "Do centrum". "Do centrum" - odezwał się Włoch i zabrał Abdula do kryjówki. "Co kombinujecie" - zapytał podstępnie Abdul. "Chcemy spuszczać lawiny w tatrach, żeby turyści przyjeżdżali do Włoch" - odpowiedzieli Włosi. "Ha ha, przecież ja was zastrzelę" - krzyknął Abdul. Włosi nie uwierzyli i stali w miejscu. Stali niedługo, bo upadli. Abdul strzelił sprytnie w taki sposób, że Włosi upadli po stronie Słowackiej i wywołali tam lawinę. "Euro-sreuro" powiedział Abdul i wrócił do swojego apartamentu w Chicago, gdzie czekała na niego kolejna zagadka...


Ten wpis nie ma nic wspólnego w opowieściami o Danielu ;]

wtorek, 7 lutego 2012

Szopka

Daniel dowiedział się, że Andrzej "Endriu"Ogniowy dość blisko współpracuje z Marcinem Gaźnik. Popytał więc znajomych o obu panów. O ile Endriu był powszechnie szanowany, to Gaźnik obracał się w dość szemranym środowisku. Dowiedział się o działce za miastem, należącej do Gaźnika. Daniel pojechał na tą działkę nieco się rozejrzeć. Znalazł tam szopkę, która ledwo trzymała pion, ale była dość solidnie zamknięta. Sprawdził, czy ktoś czasem nie patrzy, podniósł leżącą na pieńku siekierę i wyrąbał kilka desek. Zajrzał do środka i nie znalazł nic, oprócz drewnianej klapy na podłodze. Pod klapą była drabina, prowadząca do wymurowanej piwnicy, urządzonej jak mieszkanie. Starał się iść jak najciszej, gdyż nie wiedział, czy kogoś w środku nie ma. Gdy mijał prowizoryczną kuchnie usłyszał huk...

niedziela, 25 grudnia 2011

Pościg

Następnego dnia Daniel wsiadł do samochodu i pojechał pod adres, który znalazł w domu Agi. Pod jej ubraniami leżała pomięta faktura, najprawdopodobniej wypadła jednemu z porywaczy. Gdy był już pod firmą, myślał nad tym, jak to rozegrać. Wszedł do budynku i zapytał o pana Andrzeja Ogniowego, gdyż to jego nazwisko widniało na fakturze. "Jest w swoim biurze, pokój nr 313". Poszedł i myślał - co teraz? "Przecież nie powiem mu prosto z mostu, żeby wypuścił Agnieszkę, bo tego nie zrobi. No i będzie też wiedział, żeby mnie unikać". I wtedy wymyślił. Pojechał do domu, ubrał się w garnitur, wziął teczkę i wrócił do firmy. Wszedł do pokoju nr 313, przedstawił się fałszywym nazwiskiem i udając chęć do współpracy (Daniel podobno prowadził firmę przewozową z bardzo atrakcyjnymi cenami) wypytywał o pozostałych członków zespołu...

środa, 14 grudnia 2011

Kamień w mętnej wodzie

Bałagan, który zastał Daniel był wręcz niewyobrażalny. Każda półka, czy szafka świeciła pustkami, gdyż ich zawartość leżała nieopodal na podłodze. "Co tu się stało?" - pomyślał. Wpadał do każdego pokoju po kolei, ale Agnieszki nigdzie nie było. Telefon nadal wyłączony. "Cholera, to jest jak zły sen. Gdzie ją (żeński, niechlubny zawód) wcięło?". Chciał zacząć szukać jakichś śladów, wskazówek, co się tutaj działo i coś, co naprowadzi ją na trop Agi, ale zrezygnował. "Nie jestem przecież w żadnej książce przygodowej" (wymowne spojrzenie w stronę autora). Gdy zrozumiał, iż faktycznie jest w książce, zaczął szukać. Spod sterty bluzek wyciągnął...

niedziela, 11 grudnia 2011

Upojna noc

Gdy Daniel wrócił od Krzyśka, była już godzina 23. Nie pierwszy raz wracał o tej godzinie, choć częściej wracał później. Aczkolwiek, rano do pracy, trzeba chociaż te kilka godzin się przespać. Ale coś nie pozwalało mu zasnąć, jakaś myśl, że coś musi jeszcze zrobić. Ale co? Wszystko, co założył, to zrobił (chłe chłe), ale coś nie dawało mu spokoju. Spojrzał na telefon - nikt nie dzwonił, nikt nie pisał. Ale coś mu podpowiadało, żeby zadzwonić do Agnieszki. Agnieszka była jego dziewczyną, byli razem już dwa lata i zapowiadało się, że będą niedługo narzeczeństwem. Jednak Aga nie odbierała. Było to o tyle dziwne, że odbierała telefon nawet śpiąc. Zawsze się budziła. Ale nie tym razem. Zadzwonił znowu - i nic. Daniel zaczekał 20 minut na jakikolwiek znak. Nie było niczego. Zadzwonił - i zonk, telefon wyłączony. "Co jest do (cenzored)?" - pomyślał. Skoro wyłączyła telefon, to nie śpi. Ale jednak nic nie pisała, nie dzwoniła. "Dobra, trzeba jechać" - pomyślał i wsiadł do swojego escorta. Miał klucze do jej mieszkania, toteż sądził, że wszystko się wyjaśni, gdy wejdzie. Ale na miejscu okazało się, że nie były mu potrzebne - drzwi były otwarte. Wszedł najciszej, jak mógł, zapalił światło i to, co zobaczył go zszokowało. "Co do diabła?" - powiedział. Jego oczom ukazał się...